Moda na eko

Robert Wagner para się ekologiczną produkcją od lat. Uprawia warzywa, zboża, hoduje kury. Sam robi soki, kiszonki, octy. Suszy także zioła. Wszystkie produkty sprzedaje do sklepów. Oprócz zysków ze sprzedaży otrzymuje również unijne dopłaty skierowane tylko dla gospodarstw ekologicznych.

Robert Wagner – wieś Lubnów: jest to przyszłość. Jest to sensowne reklamowanie tego rodzaju produkcji dla wielu gospodarstw. Myślę, że jest to alternatywa na przeżycie gospodarstw o powierzchni 20-30 hektarów. Jeśli wejdą w sprzedaż bezpośrednio do godziwie mogą żyć.

Produkcja ekologiczna jest kontrolowana, by kupujący taką żywność mieli pewność, że spełnia ona określone wymogi. Ale problem w tym, że produktów ekologicznych w naszych sklepach jest nadal jak na lekarstwo. Często w sieciach supermarketów są wydzielone stoiska z artykułami ekologicznymi, jednak ich oferta najczęściej jest bardzo skromna.

Krystyna Janczyk: nie ma takiego specjalistycznego sklepu, żeby wszystko było w jednym. Tomasz Gruszecki: często nie ma takich rzeczy potrzebnych na co dzień, bo wszystko jest wykupywane, a ten rynek jest chwiejny z tego co widzę.

W sklepach z żywnością ekologiczną kupowane są głównie warzywa, owoce, chleb – twarogi, śmietana, jajka, masło, a także eko-wędliny. Żywność organiczna jest dużo droższa od konwencjonalnej, nawet o 30 procent. Ale to nie odstrasza klientów.

W wielu krajach Unii Europejskiej gospodarstwa ekologiczne stanowią 10 proc. wszystkich gospodarstw. Są to z reguły niewielkie farmy, które utrzymują się tylko z produkcji zdrowej żywności. U nas to niecały jeden procent.

 

Źródło: Agrobiznes